|
Originally published: 14 November 2006
Original link:
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,68367,3736267.html

Zbigniew Domaszewicz, Tomasz Grynkiewicz 2006-11-14,
ostatnia aktualizacja 2006-11-15 01:33:08.0
Tysiące złotych można zaoszczędzić dzięki internetowym serwisom
pokazującym, ile ten sam towar kosztuje w różnych sklepach. Przed sezonem
świątecznych zakupów polskie porównywarki cen zgromadziły w swoich bazach
setki tysięcy produktów
Klienci sklepów internetowych wiedzą doskonale,
że zazwyczaj jest w nich o wiele taniej niż w tradycyjnych. Ale nawet w
internecie ceny tego samego produktu w różnych sklepach potrafią się
zaskakująco różnić. Ten sam model telewizora LCD firmy Samsung, za który
jeden sprzedawca żąda ponad 7,6 tys. zł, w innym e-sklepie można kupić
już za niespełna 5,7 tys. zł. Różnice w cenach rzędu 25-30 proc. dotyczą
zarówno drogiego sprzętu RTV, jak i książek czy płyt CD za
kilkanaście-kilkadziesiąt złotych.
Wychwytują je i pokazują serwisy internetowe
zwane porównywarkami cen. Dają one także możliwość wystawiania i
zapoznawania się z komentarzami innych użytkowników na temat produktów i
solidności sprzedawców. W sezonie świątecznych zakupów skorzystanie z nich
może być błogosławieństwem dla portfela.
- Ostatnio kupiłem w internecie lodówkę, pralkę i dyktafon cyfrowy Olympus
- mówi Maciej, doktorant warszawskiej SGH. - Gdybym nie sprawdził
wcześniej cen w porównywarce, tylko za sam dyktafon zapłaciłbym 150 zł
drożej.
Coraz więcej sklepów w bazie
Porównywarki pojawiły się w polskim internecie już kilkanaście miesięcy
temu, ale przez długi czas zniechęcał do nich bardzo skromny przegląd
sklepów i towarów. To się ostatnio zmieniło. Według Łukasza Narożnego z
wrocławskiej porównywarki Ceneo.pl serwis ma obecnie w bazie ponad 270 tys.
produktów "z półek" prawie 270 sklepów internetowych. - Handlowców, z
którymi współpracujemy, stale przybywa - mówi Narożny.
Internauci to widzą i z porównywarek korzystają coraz chętniej. Serwis
Skąpiec.pl podaje, że w październiku odwiedziło go ponad 600 tys.
internautów - to o ponad 50 proc. więcej niż w lipcu. Według Łukasza
Narożnego Ceneo.pl miało w październiku aż 880 tys. użytkowników (w lipcu
- 344 tys.).
Wybór samych porównywarek jest także niemały - prócz wymienionych serwisów
można znaleźć m.in. Gemino.pl, Nokaut.pl czy 9sekund.pl. Ta ostatnia jako
jedyna spośród porównywarek uwzględnia także oferty z serwisów aukcyjnych
Allegro.pl, Ebay.pl, Aukcje24.pl i Swistak.pl oraz z katalogów giganta e-handlu
Amazon.com. Niedawno krakowski portal Interia.pl we współpracy z
porównywarką Skąpiec.pl uruchomił pod własną marką serwis Bazzar.
Skąd porównywarka wie, że ta sama lodówka w jednym sklepie kosztuje 1,2
tys. zł, a w innym - o 200 zł więcej? Aby znaleźć się w serwisie
porównującym ceny, e-sklep musi podpisać z nim umowę. Wówczas zgadza się,
by porównywarka automatycznie przeczesywała (z reguły raz dziennie)
sklepowe katalogi i wystawiała produkty do porównania.
Porównywarki są darmowe dla internautów. Płacą
im natomiast właściciele e-sklepów. Np. Skąpiec.pl za każdym razem, kiedy
internauta wejdzie z porównywarki na stronę sklepu, pobiera od handlowca
do 30 groszy - niezależnie od tego, czy klient coś w sklepie kupi, czy nie.
- Na początku mieliśmy obawy, że porównywarki doprowadzą do wojny cenowej
- przyznaje Przemysław Szydłowski, prezes e-sklepu Hoopla.pl. - Ale z
naszych doświadczeń wynika, że klienci kierują się nie tylko ceną, ale i
opiniami klientów. Jeśli jeden sklep ma kilkaset opinii, a inny kilka, to
niektórzy klienci nie zaryzykują zakupu w tym drugim.
Warto jednak pamiętać, że porównywarka to jeszcze nie gwarancja
najtańszego produktu. Szacuje się, że w Polsce działa ok. 800 mniejszych
lub większych e-sklepików. Skąpiec czy Ceneo mają w ofercie tylko jedną
trzecią z nich. Niektórych produktów w porównywarkach wciąż nie znajdziemy
lub jest ich mało (np. sympatykom zaawansowanych gier planszowych wiele
nie pomogą).
- Staramy się na bieżąco wyłapywać kategorie towarów, które interesują
internautów. Ostatnio wprowadziliśmy do serwisu opony - mówi Monika
Janiszewska z serwisu Skąpiec.pl. - Zgłaszają się do nas sklepy, które
oferują dość nietypowe w e-handlu produkty, jak np. dewocjonalia czy mydła.
Niedawno zgłosił się sprzedawca własnoręcznie wytwarzanych stolików pod
telewizory - mówi Janiszewska.
Tomasz, dziennikarz z Krakowa, kupił niedawno w internecie cały sprzęt AGD
do nowego mieszkania - w sumie za blisko 10 tys. zł. Ale do porównywarek
podchodzi z dystansem. - Gdy kupuję wiele towarów o dużej wartości, to
zwykle mam możliwość negocjowania cen. Poza tym bardzo ważne są szczegóły
transakcji - koszty transportu, termin dostawy itp. Tego wszystkiego w
porównywarkach czasem nie widać - mówi.
Miliony w porównywarkach
Usługi porównywania cen w sieci to pomysł znany od dawna na rynkach
zachodnich. Swoje porównywarki prowadzą największe firmy internetowe -
portal Yahoo! oferuje ją pod szyldem Yahoo Shopping, Google ma handlowy
serwis porównawczy Froogle. Najpopularniejsze porównywarki mają
gigantyczne bazy produktów i miliony użytkowników. Przykłady? Z usług
znanego serwisu Pricegraber.com z Los Angeles (działa w kilku krajach)
korzysta miesięcznie ponad 21 mln użytkowników przebierających w ofertach
z 11 tys. sklepów. Popularna porównywarka Shopzilla.com (zatrudnia 300
osób) to baza ponad 35 mln produktów pochodzących z ponad 87 tys. sklepów.
Innej amerykańskiej porównywarki Shopping.com (prowadzi też serwisy w Wlk.
Brytanii, Francji i Niemczech) używa ok. 50 mln osób miesięcznie. Serwis
ma w bazie ok. 40 mln towarów.
Tę ostatnią firmę nieco ponad rok temu kupił za 634 mln dolarów
internetowy koncern eBay, właściciel największego na świecie serwisu
aukcyjnego. Było to jedno z największych przejęć w branży internetowej w
ub. roku. Niewiele mniej, bo 525 mln dolarów, zapłaciła wkrótce potem
grupa medialna Scripps za serwis Shopzilla.
Skąd takie wyceny? Według firmy badawczej Jupiter w USA aż 61 proc.
internetowych klientów uważa porównywarki za najlepszy sposób na
znalezienie w sieci poszukiwanych towarów za najlepszą cenę. A handel
internetowy rośnie z roku na rok - według analityków firmy badawczej
Forrester w tym roku w USA tylko w sezonie przedświątecznym wydatki na
zakupy w sieci mają wynieść ok. 27 mld dolarów, a za pięć lat blisko co
dziesiąty dolar wydawany na świąteczne prezenty będzie wpływał do sklepów
w internecie. W Polsce na razie e-handel to 1 proc. wartości całego handlu
detalicznego, ale w roku 2010 jego udział wzrośnie do ponad 4 proc. (to z
kolei prognozy firmy Gemius). Dlatego zdaniem analityków usługi
porównywarek będą przynosić coraz większe pieniądze z prowizji od
współpracujących z nimi sklepów oraz z wyświetlanych reklam (zwykle
związanych tematycznie z poszukiwanym przez internautę towarem).
Zbigniew Domaszewicz, Tomasz Grynkiewicz

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl -
www.gazeta.pl © Agora SA
Home
Articles
Best Books
|
|
|